Domowy survival

Życie z basenji pod jednym dachem wymaga przedefiniowania pojęcia porządku i estetyki. Rasa ta, dzięki swojej ponadprzeciętnej skoczności i kociej zwinności, traktuje blaty kuchenne i wysokie szafki jako zwykłe przedłużenie podłogi. Do legendarnych już strat należą nie tylko pogryzione buty, ale całe systemy wykończeniowe: wyrwane listwy przypodłogowe, wydrapane tynki z narożników ścian czy rozszarpane do stelaża kanapy. Właściciele basenji rzadko mówią o zniszczeniach z żalem. Mówią o nich z rodzajem rezygnacji, która z czasem przeradza się w specyficzne poczucie humoru — i która jest, jak większość rzeczy związanych z tą rasą, objawem adaptacji do rzeczywistości, której nie da się zmienić, można ją tylko zaakceptować.

Zniszczenia rzadko są wyrazem złośliwości. Częściej to efekt nudy, nadmiaru energii albo po prostu natury psa, który eksploruje świat łapami równie chętnie jak nosem. Basenji, który jest zmęczony i odpowiednio stymulowany, niszczy mniej. Basenji zostawiony sam na długo, bez zajęcia, niszczy to, co ma pod ręką — i trudno mu tego wytknąć.

Osobnym rozdziałem jest pogoda. Basenji w deszczowy poranek potrafi być psem zupełnie innym niż ten, którego właściciel zna ze słonecznych dni. Część osobników wyraża swój stosunek do mokrego chodnika bardzo konkretnie: wraca z wymuszonych, skróconych spacerów i załatwia się na dywan — nie ze złośliwości, ale dlatego, że warunki były, jego zdaniem, nieakceptowalne, i właściciel powinien był to przewidzieć.

Praktyczna odpowiedź na oba zjawiska jest taka sama: przewidywanie zamiast reagowania. Wartościowe przedmioty poza zasięgiem, mieszkanie zabezpieczone przed eksploracją w godzinach nieobecności, w zimne i deszczowe dni — ubranko na spacer i legowisko w ciepłym kącie zaraz po powrocie. Basenji, który jest ciepły, najedzony i zmęczony — niszczy znacznie mniej niż basenji, który jest zimny, znudzony i sfrustrowany pogodą.